<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-4413481753730222488</id><updated>2012-01-21T00:08:42.676+01:00</updated><title type='text'>w drodze na śniadanie do Tiffany'ego</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4413481753730222488/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>aś</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11654175783576708144</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>20</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4413481753730222488.post-3803408354887384300</id><published>2011-07-20T18:34:00.004+02:00</published><updated>2011-07-20T23:07:25.914+02:00</updated><title type='text'>21. Niepotrzebne - skreślić.</title><content type='html'>Zwykle gdy ktoś pyta mnie o przyszłość, odpowiadam - zobaczy się, jeszcze nie wiem. Bo skąd mam wiedzieć? Pamiętam tylko, że &lt;i&gt;nikt mi nie powiedział, że nie będę nigdy w świecie czuć się jak u siebie w domu&lt;/i&gt;*, a poza tym wszystko i tak jest zapisane w górze (jak powtarza mój tata za Kubusiem Fatalistą). Na razie zbieram materiały, później wszystko poukładam w zgrabną fabułę. Tyle że... strasznie mało tych materiałów. Coraz większe prawdopodobieństwo, że koniec końców okaże się, że niewiele można z tego ulepić. I tak, takiej sytuacji naprawdę się boję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więc może powinnam mieć plan? Jakiś wielki cel? Zawsze mi się wydawało, że życie to nie gra o pietruszkę, ale może posiadanie scenariusza po prostu pomaga w przetrwaniu? W chwilach (teraz już na szczęście rzadkich), kiedy wiara w celowość &lt;i&gt;tego wszystkiego&lt;/i&gt; wymyka mi się z rąk, mam wrażenie, że byłoby dobrze mieć jakiś leitmotiv, konkretne oparcie: człowieka, miejsce, hobby. Taki zastępczy, namacalny sens życia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Całkiem sporo się w moim świecie zmieniło w ciągu ostatnich paru miesięcy i mam wrażenie, że nie nadążam. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie chcę dłużej ciągle mówić "nie wiem". Chcę się wreszcie dowiedzieć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* &lt;a href="http://www.kursywa.pl/?id=3264"&gt;Barańczak&lt;/a&gt;, jeden z wierszy życia, ostatnio rozpłakałam się, gdy zobaczyłam go na arkuszu egzaminacyjnym z gramatyki opisowej, co uświadomiło mi, że muszę pić jeszcze więcej melisy albo rzucić wszystko i zmienić klimat. Więc pozdrawiam znad Bałtyku. Jest tu znacznie przyjaźniej, niż było przed 2008 (kiedy zmieniałam klimat po raz pierwszy). Może zatem chodzi o to, żeby po określonej liczbie przetasowań wrócić do punktu wyjścia i dostrzec, że wszystko zmieniło się na lepsze?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4413481753730222488-3803408354887384300?l=sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com/feeds/3803408354887384300/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com/2011/07/21-niepotrzebne-skreslic.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4413481753730222488/posts/default/3803408354887384300'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4413481753730222488/posts/default/3803408354887384300'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com/2011/07/21-niepotrzebne-skreslic.html' title='21. Niepotrzebne - skreślić.'/><author><name>aś</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11654175783576708144</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4413481753730222488.post-752308785424602851</id><published>2011-05-17T23:43:00.002+02:00</published><updated>2011-05-17T23:49:49.509+02:00</updated><title type='text'>20. Mała stabilizacja i duże zmiany</title><content type='html'>Nie wszystko jest dobrze. Nie nadużywam uśmiechu. Nie odzyskałam jeszcze pełni dystansu wobec świata. Ale jakoś się turlam.&lt;br /&gt;Oddycham głęboko, wdychając zapach kwitnącego bzu. I staram się jak najczęściej przypominać sobie, że spokój wewnętrzny pochodzi zawsze z wewnątrz mnie i jest w minimalnym tylko stopniu zależny od innych ludzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ciągu parunastu wolnych minut między zajęciami a szychtą w bibliotece (kolokwia zawsze mi się spiętrzają, niezależnie od tego, czy chodzę na cztery przedmioty w semestrze, czy na szesnaście) wstępuję do Afrezji, kawiarni orientalistów. Po raz pierwszy siedzę tu sama. I uderza mnie nagła świadomość kontrastu pomiędzy teraźniejszością a tym, co było w zeszłym roku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzisiaj czuję się na wydziale, w Warszawie i w życiu jakoś bardziej obco. Rok temu przesiadywałyśmy w Afrezji i snułyśmy plany na bliżej nieokreśloną przyszłość. Teraz usiłujemy, mniej lub bardziej kulawo, wcielać te plany w życie. Coraz mniej mamy wspólnego czasu do podziału. Coraz więcej własnych spraw. Rok temu była nasza pierwsza Warszawa, wspólna. Teraz każda jest już na innym etapie - swoim. Nasze kontakty są może bardziej zażyłe, ale pozbawione tej kurtuazji, która cechuje nowe znajomości. Kłócimy się, obrażamy, godzimy, oddalamy od siebie i przybliżamy, huśtamy jak dzieci, choć udajemy, że nimi nie jesteśmy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A mnie ciągnie znowu gdzieś w świat, w miejsca, gdzie nikt mnie nie zna i kogo mogę poznać w kolejnej knajpce, pijąc kawę z mlekiem za dwa dwadzieścia. Doskonale wiem, że aż do czasów domu z gankiem na Mazurach będę tak właśnie uciekać. A czy lubię to?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cóż, nie wszystkie dylematy można rozstrzygnąć tak łatwo, jak to się zwykle robi na facebooku - za pomocą jednego kliknięcia.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4413481753730222488-752308785424602851?l=sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com/feeds/752308785424602851/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com/2011/05/20-maa-stabilizacja-i-duze-zmiany.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4413481753730222488/posts/default/752308785424602851'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4413481753730222488/posts/default/752308785424602851'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com/2011/05/20-maa-stabilizacja-i-duze-zmiany.html' title='20. Mała stabilizacja i duże zmiany'/><author><name>aś</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11654175783576708144</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4413481753730222488.post-3918185890865644028</id><published>2011-04-07T22:32:00.002+02:00</published><updated>2011-04-07T22:47:12.851+02:00</updated><title type='text'>19. Nienawidzę słowa 'ogarniać'</title><content type='html'>Stosy nieposkładanych ubrań spiętrzone na pomieszanych kserówkach i notatkach z romantyzmu, literatury portugalskiej i historii języka francuskiego. &lt;br /&gt;Na podłodze – zakurzone książki, których nigdy nie przeczytam.&lt;br /&gt;W kuchni i na stole w pokoju piramidy brudnych naczyń.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Czy czytała pani lekturę?&lt;/i&gt; Zdążyłam tylko do połowy. &lt;br /&gt;Od tygodnia nie jadłam obiadu, bo mam w lodówce tylko margarynę i ser, a zapomniałam pójść po zakupy. &lt;br /&gt;Nie mogę znaleźć długopisu, więc napiszę kolokwium ołówkiem.&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Widziałam cię wczoraj na ulicy, machałam ci, ale nie zwróciłaś na mnie uwagi.&lt;/i&gt; Ach, możliwe, wiesz, ostatnio jestem myślami gdzieś indziej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ogarnięcie to stan umysłu, nie kwestia ilości wolnego czasu. Znam osoby, które pracują po dwadzieścia godzin na dobę, a zawsze są uśmiechnięte i nigdy nie zapominają kluczy ani parasola. Ja, cóż ja. Ja przeciwnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chętnie się z tobą spotkam, ale muszę wracać do Warszawy. Może za dwa miesiące?&lt;br /&gt;Znowu oddaję do biblioteki książkę, na którą nie zdążyłam nawet spojrzeć.&lt;br /&gt;Z roztargnienia mówię na portugalskim po francusku, a gdybym umiała, mówiłabym pewnie i na francuskim po portugalsku.&lt;br /&gt;Ta notka też nie ma planu wydarzeń i wyraźnie to widać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przedwczoraj rzuciłam jedne z moich studiów i przynajmniej mogę się wyspać i iść na spacer jak człowiek. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zbiór złożony z wielu oderwanych od siebie elementów po usunięciu części elementów nie staje się jednak automatycznie uporządkowanym układem, tylko zbiorem złożonym z mniejszej ilości oderwanych od siebie elementów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście, że odczuwam ulgę – ale ta ulga ginie w plątaninie nerwów, w żałosnej pustce, w której teraz jestem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wpadłam z chaosu pod rynnę. Jeśli spotkacie w najbliższym czasie dziewczynę, która potrafi rozpłakać się w ciągu kilku sekund bez określonego powodu, to na pewno będę to ja.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4413481753730222488-3918185890865644028?l=sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com/feeds/3918185890865644028/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com/2011/04/19-nienawidze-sowa-ogarniac.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4413481753730222488/posts/default/3918185890865644028'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4413481753730222488/posts/default/3918185890865644028'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com/2011/04/19-nienawidze-sowa-ogarniac.html' title='19. Nienawidzę słowa &apos;ogarniać&apos;'/><author><name>aś</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11654175783576708144</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4413481753730222488.post-8450604437186513951</id><published>2010-11-14T00:36:00.000+01:00</published><updated>2010-11-14T00:36:21.296+01:00</updated><title type='text'>18. Tudo isto é fado.</title><content type='html'>Jest już prawdziwa jesień, za nią - tylko zima. Wszystko niby jakoś się składa, jakoś trwa, mija szybciej lub wolniej, czasem radośnie błyszczy, a czasem nagle szarzeje - ale czuć, że to jednak listopad.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Listopad, jak wiadomo, zawsze był piekielnym miesiącem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odbębniam godziny na kampusie, uczelnia dba o to, aby dostarczyć mi jak najmocniejszych wrażeń zarówno jeśli chodzi o tematykę zajęć (odcyfrowywanie szesnastowiecznych rękopisów, detale kultury Majów i Azteków, teoria literatury), jak i współstudentów ("przeczytałam ostatnio taki świetny tekst Dłuskiej*, mówię ci, był niesamowity!"; [pytanie ćwiczeniowca]: "kto przed Goethem pisał powieści epistolarne?" - "hmmm, z tych, co czytałem ostatnio, to [tu pada nazwa najmniej znanej powieści Dostojewskiego]"**). Po godzinach sama zapewniam sobie dużo rozrywki, żeby nie zwariować, ale skutkiem ubocznym jest zmęczenie, które powala z nóg, i poczucie, że kręcę się w kółko, że jestem kompletnie bezproduktywna (bo od rana do wieczora biegam, a efekty końcowe mizerne). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie jestem pewna, czy mi się to wszystko podoba. Bilans chyba wychodzi na minus.&lt;br /&gt;Koleżanka poradziła: nie podoba ci się drugi kierunek? Rzuć go! Tyle że ten pierwszy wcale nie jest lepszy. Rzucić oba i kupić dyplom na bazarze? Właściwie to już dziękuję za studia, chciałabym przeskoczyć do etapu domu z gankiem na Mazurach i dajcie mi wszyscy święty spokój. Przynajmniej do końca listopada.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec pozytywne akcenty: język portugalski jest piękny, gramatyka opisowa fascynująca, ogun o pograniczu przeciekawy, załatwiłam sobie (mam nadzieję) praktyki i mam już temat pracy licencjackiej oraz plan na studia drugiego stopnia. Bylebym do tych studiów drugiego stopnia dotrwała.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* Sama mam dziwne zainteresowania i dużo mogę zrozumieć, ale są JAKIEŚ granice, prawda? I nawet nie chodzi o to, że Dłuska to teoria literatury, czyli największe zło na świecie, ale sposób pisania tej kobiety jest taki, że po dobrnięciu do końca artykułu ma się ochotę nie tylko pirzgnąć książką o ścianę (to nie jest znowu nic niezwykłego), lecz także potłuc wszystkie naczynia, jakie są w domu. Nie ma mowy, żeby to się podobało osobie zdrowej psychicznie. &lt;br /&gt;** Czy to ważne, że Dostojewski żył odrobinę później niż Goethe? Nikt na to nie zwróci uwagi, a 10 punktów do lansu wpadnie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4413481753730222488-8450604437186513951?l=sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com/feeds/8450604437186513951/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com/2010/11/18-tudo-isto-e-fado.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4413481753730222488/posts/default/8450604437186513951'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4413481753730222488/posts/default/8450604437186513951'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com/2010/11/18-tudo-isto-e-fado.html' title='18. Tudo isto é fado.'/><author><name>aś</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11654175783576708144</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4413481753730222488.post-3392856813937847461</id><published>2010-10-31T22:17:00.001+01:00</published><updated>2010-10-31T22:44:04.811+01:00</updated><title type='text'>17. Wciąż</title><content type='html'>porównuję zeszłoroczny październik do tego, co jest teraz. I nie wierzę, że minął tylko rok.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;//Chodzę w tym semestrze na dziewiętnaście przedmiotów, nienawidzę mniej więcej szesnastu i pół. Poza tym mam się świetnie. Na szczęście studia to tylko część życia, nawet jeśli zajmują 47 godzin tygodniowo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poza tym wkurwiają mnie:&lt;br /&gt;a) przemądrzali idioci w każdym wieku i na każdym stanowisku;&lt;br /&gt;b) niekompetentni idioci jw.;&lt;br /&gt;c) idioci, którzy mówią "odnośnie czegoś";&lt;br /&gt;d) idioci z aparatami fotograficznymi na Starówce (zachowują się, jakby byli tam zupełnie sami i nikomu nie przeszkadzali zatrzymywaniem się w pół kroku co dziesięć sekund);&lt;br /&gt;e) Aztekowie i ich mitologia, podboje, system szkolnictwa oraz dziesięć faz uprawy kukurydzy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ogólnie rzecz biorąc, denerwują mnie niemal wszyscy. Ale i tak mam się świetnie, poza momentami, kiedy mam ochotę kogoś poćwiartować. Na szczęście inni ludzie to tylko część życia, nawet jeśli cały czas plączą się pod nogami.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4413481753730222488-3392856813937847461?l=sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com/feeds/3392856813937847461/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com/2010/10/17-wciaz.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4413481753730222488/posts/default/3392856813937847461'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4413481753730222488/posts/default/3392856813937847461'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com/2010/10/17-wciaz.html' title='17. Wciąż'/><author><name>aś</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11654175783576708144</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4413481753730222488.post-2380919874962434548</id><published>2010-09-12T22:30:00.000+02:00</published><updated>2010-09-12T22:30:54.498+02:00</updated><title type='text'>15.</title><content type='html'>&lt;i&gt;Kochają się przytulają się &lt;br /&gt;Tylko ze strachu &lt;br /&gt;Boją się samotności &lt;br /&gt;Drżą jedno o drugie &lt;br /&gt;Tylko ze strachu &lt;br /&gt;Boją się śmiertelnie &lt;br /&gt;Czarnych cmentarzy uczuć &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie kłamią tylko wtedy gdy opowiadają sny &lt;br /&gt;Bo snów nie trzeba wybaczać &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Między obłudą kobiet a zazdrością mężczyzn &lt;br /&gt;Szukają czego nie ma: miłości &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tylko ze strachu &lt;br /&gt;Tylko ze strachu przed samotnością &lt;br /&gt;Przepędzają od siebie jak psa &lt;br /&gt;Obojętność &lt;br /&gt;Która by ich uleczyła jak sen &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oto jest cała miłość naszego pięknego wieku &lt;br /&gt;Po śmierci Tristana i Izoldy &lt;br /&gt;Romea i Julii &lt;br /&gt;Laury i Petrarki &lt;br /&gt;Beatrycze i Danta &lt;br /&gt;I tych wszystkich nudnych kochanków &lt;br /&gt;I nadzianych uczuciem gołębic &lt;br /&gt;Bez których bardzo często jest źle na świecie &lt;br /&gt;Poetom &lt;br /&gt;I niepoetom także &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tylko ze strachu przed samotnością &lt;br /&gt;Ta dziewczyna słodka w szorstkiej łupinie &lt;br /&gt;Pomarańczowego swetra &lt;br /&gt;Leci ku miłości jak ćma do świecy &lt;br /&gt;Zdmuchnij chłopcze ten obłudny płomyk &lt;br /&gt;Nie funduj jej karuzeli lodów kina &lt;br /&gt;Mając zamknięte serce nie otwieraj jej ciała &lt;br /&gt;Jak różowego owocu: tylko ze strachu &lt;br /&gt;Tylko ze strachu przed samotnością &lt;br /&gt;Która przyjdzie i tak do ciebie &lt;br /&gt;Zagubionego w tłumie jak ziarnko maku ślepe &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nauczmy się samotności &lt;br /&gt;Aby siebie nawzajem nie krzywdzić &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nasza czułość zabija nas &lt;br /&gt;Nasz cynizm zabija innych &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wypełniajmy sobą pustki &lt;br /&gt;Którą przeczuwamy w rzece &lt;br /&gt;Nie zastępujmy liścia na gałęzi &lt;br /&gt;Który rośnie bez nas &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nauczmy się samotności &lt;br /&gt;Nie bójmy się samotności &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nauczmy się samotności&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;T. Kubiak&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(chciałam skrócić, ale wiersz jest tak gęsty, a ja tak słaba z poetyki, że się nie udało)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po raz kolejny poezja ubiera w słowa to, nad czym zastanawiam się od dawna, jednak tym razem niewiele wyjaśnia - bo co tu się da wyjaśnić? Dwie skrajności: strach (przed samotnością) i obojętność (na samotność), pomiędzy którymi odbijam się jak piłka. Dwie skrajności, które w rezultacie sprowadzają się do tego samego. Nie wiadomo, co z tego wybrać, w stronę której granicy się przesunąć, gdzie będzie bezpieczniej: &lt;i&gt;nasza czułość zabija nas, nasz cynizm zabija innych&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trudno to poukładać w teorii, a ćwiczenia praktyczne są chyba niewykonalne. O czym się przekonuję na każdym kroku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;Poza tym poważne zmiany, które mogą wymusić jeszcze poważniejsze i niezbyt przyjemne. Jak zawsze, jakoś sobie poradzę - tak mówią. J. mówi też, że student w mieście na Wu może całkiem dobrze jeść za 200 zł miesięcznie, i bardzo jej za to dziękuję, bobym nigdy nie uwierzyła, a będę musiała się przekonać osobiście:) A żeby było weselej, od października będę posiadaczką dwóch indeksów. Jest szansa, że będę tak zapierdzielać, że nie będę miała czasu na zastanawianie się, &lt;i&gt;co będzie, jeśli&lt;/i&gt; i snucie czarnych scenariuszy. Czego sobie i wszystkim życzę.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4413481753730222488-2380919874962434548?l=sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com/feeds/2380919874962434548/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com/2010/09/15.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4413481753730222488/posts/default/2380919874962434548'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4413481753730222488/posts/default/2380919874962434548'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com/2010/09/15.html' title='15.'/><author><name>aś</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11654175783576708144</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4413481753730222488.post-2917177489662389717</id><published>2010-08-07T22:53:00.000+02:00</published><updated>2010-08-07T22:53:08.442+02:00</updated><title type='text'>14. Nieistnienie</title><content type='html'>Dwa miesiące temu byłam tam, teraz jestem tu. Tam i tu to dwa punkty na mapie, odległe od siebie o jakieś sześć godzin jazdy rozgrzanym autobusem - tyle mówi rzeczywistość. Prywatnie sądzę, że to raczej elementy dwóch odrębnych galaktyk. Żadnych punktów wspólnych. Tam jest chaos, nieskończona liczba słów i dźwięków, tu - rozgrzana zieleń. W dodatku w każdej z tych galaktyk jestem kimś innym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy raczej: dwa miesiące temu byłam kimś innym, teraz prawie wcale mnie nie ma. Trochę siedzę, trochę leżę, jeśli gdzieś wychodzę, to nigdy poza linię horyzontu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mogłam zostać tam. Albo pojechać gdzieś indziej. Mogłam pracować albo zwiedzać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale mi się nie chce. Mam tu wszystko, czego mi potrzeba.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na szczęście nie jestem już w podstawówce i nie muszę nikomu pisać sprawozdania pt. "Co robiłam w wakacje".&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4413481753730222488-2917177489662389717?l=sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com/feeds/2917177489662389717/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com/2010/08/14-nieistnienie.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4413481753730222488/posts/default/2917177489662389717'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4413481753730222488/posts/default/2917177489662389717'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com/2010/08/14-nieistnienie.html' title='14. Nieistnienie'/><author><name>aś</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11654175783576708144</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4413481753730222488.post-8914957240770428561</id><published>2010-06-20T23:43:00.000+02:00</published><updated>2010-06-20T23:43:46.026+02:00</updated><title type='text'>13. Podsumowań czas.</title><content type='html'>Został mi jeszcze jeden egzamin. Poza nim wszystko pozaliczane, pokończone, pozałatwiane. Pozamiatane. Muszę znaleźć mieszkanie, pracę na wakacje i złożyć papiery na drugi kierunek. Tymczasem siedzę sobie, patrzę w przestrzeń, trochę myślę o Dantyszku, Lubomirskim i Wincentym z Kielczy, a trochę o tym, jak bardzo mam ochotę jebnąć tym wszystkim o ścianę, spakować trochę rzeczy i wsiąść do pierwszego lepszego pociągu. Uciec od hałasu, fałszu, hajsu i haszu. Obronić się przed milionem drobnych spraw, które obsiadają człowieka jak muchy. Zdezerterować z tego życia, w którym wszystko się udaje, ale nie ma żadnego katharsis.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jebnąć tym wszystkim i zamieszkać w starym domu w środku mazurskiego lasu, w południe pić kawę na ganku, czytać fajne książki, głaskać kota i piec ciasta.&lt;br /&gt;Budzić się co dzień obok mężczyzny, któremu byłyby obojętne notowania giełdowe i to, że jestem nieuczesana. Mężczyzny, który umiałby jednym słowem mnie uspokoić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zamykam ten rok z przeświadczeniem, że było dobrze, i niszczącym przeczuciem, że mogłoby być jeszcze lepiej. &lt;br /&gt;Mnóstwo się zmieniło, ale czy na lepsze? Nauczyłam się przeklinać, stawiać na swoim, odkryłam w sobie niezwykłe pokłady złośliwości i... obojętności. Odsunęłam się od starych znajomych, bo podtrzymywanie zawikłanych relacji kosztowało mnie zbyt wiele. Przełknęłam gorzką prawdę - że zawsze muszę sobie poradzić sama. I mimo że zyskało na tym moje zdrowie psychiczne, czuję, że coś jest nie tak. Bardziej lubiłabym chyba siebie sprzed paru lat: nieporadną, nadwrażliwą i nieśmiałą. &lt;br /&gt;Nie jestem jeszcze gotowa na następny etap, etap domu z gankiem na Mazurach, kawy w ceramicznym kubku, kota i mężczyzny. Zanim ten moment nadejdzie, &lt;i&gt;wiele razy/  będę umierać aż się nauczę na samym końcu/ wreszcie kochać życie&lt;/i&gt;*.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak nie da się ukryć - pewien rozdział właśnie się kończy, chciałoby się przeskoczyć od razu o oczko wyżej i bardzo żal, że tak się nie da. &lt;br /&gt;Postanowiłam, że dla odmiany będę się z tego śmiać. Przy ponownej lekturze przygód Sowiźrzała na przykład.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* A. Kamieńska&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4413481753730222488-8914957240770428561?l=sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com/feeds/8914957240770428561/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com/2010/06/13-podsumowan-czas.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4413481753730222488/posts/default/8914957240770428561'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4413481753730222488/posts/default/8914957240770428561'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com/2010/06/13-podsumowan-czas.html' title='13. Podsumowań czas.'/><author><name>aś</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11654175783576708144</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4413481753730222488.post-4859981425210249763</id><published>2010-06-09T21:54:00.000+02:00</published><updated>2010-06-09T21:54:49.855+02:00</updated><title type='text'>12. Rankiem</title><content type='html'>koncertowo zawalam pierwszy egzamin w sesji, a po południu dumam stanowczo zbyt długo nad kompozycją listu motywacyjnego. Jest duszno, jest naprawdę zbyt gorąco. Staram się dużo śmiać, takie zaklinanie losu. Muszę załatwić sobie jakieś zajęcie na lato, podjąć decyzję w sprawie drugiego kierunku i mieszkania w przyszłym roku, a przy okazji jakoś zdać to, co jeszcze zostało do zdania. Stanowczo nie mam dyspozycji psychicznej do stresujących sytuacji. Uspokajam się muzyką (ostatnio w słuchawkach cały czas portugalskie fado), doprowadzam do porządku myślą, że wszystko się jakoś ułoży, wyprostuje, wygładzi. Tata powiedział mi dziś, że wierzy, że sobie poradzę, bo zawsze podejmuję dobre decyzje. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To ja może się spakuję i pójdę w długą, w kwitnący świat, i przestanę się tym całym burdelem przejmować.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4413481753730222488-4859981425210249763?l=sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com/feeds/4859981425210249763/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com/2010/06/12-rankiem.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4413481753730222488/posts/default/4859981425210249763'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4413481753730222488/posts/default/4859981425210249763'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com/2010/06/12-rankiem.html' title='12. Rankiem'/><author><name>aś</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11654175783576708144</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4413481753730222488.post-6266764803309500054</id><published>2010-05-29T21:28:00.000+02:00</published><updated>2010-05-29T21:28:14.568+02:00</updated><title type='text'>11.</title><content type='html'>Dzień dobry, jestem Asia, za trzy godziny stuknie mi oczko, mam w chuj nauki i z tej okazji zabrałam się za czytanie własnych zapisków tajnoblogowych (i nie tylko). Powiem wam, że to lepsze niż Arystoteles, którego rozkminiam teraz oficjalnie. Mam też konstruktywne wnioski: przez całe dwadzieścia lat szukałam miejsca dla siebie, miejsca, gdzie będę mogła poczuć się jak na śniadaniu u Tiffany'ego – i w tym roku chyba je znalazłam. I mimo chwilowych potknięć, mimo przejściowych schiz jest mi cały czas najwspanialej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gosia powiedziała dziś rano, że najlepszy okres w życiu zaczyna się po dwudziestce. Przytaknęłam. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A ja rzadko przytakuję w takich sprawach.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4413481753730222488-6266764803309500054?l=sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com/feeds/6266764803309500054/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com/2010/05/11.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4413481753730222488/posts/default/6266764803309500054'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4413481753730222488/posts/default/6266764803309500054'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com/2010/05/11.html' title='11.'/><author><name>aś</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11654175783576708144</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4413481753730222488.post-7649868476887621759</id><published>2010-05-12T19:34:00.001+02:00</published><updated>2010-05-13T15:14:02.287+02:00</updated><title type='text'>10. Między nami polonistami</title><content type='html'>... czyli zwierzenia na ćwiczeniach z gramatyki opisowej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Koleżanka: pokłóciłam się z chłopakiem, napisał mi, że jestem idiotką. A wiesz, co było najgorsze? To, że napisał "idiotka" przez j!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poza tym nie wiem, nie orientuję się, zarobiona jestem, mam na głowie milion spraw, ale choć coraz trudniej w tym natłoku zajęć znaleźć chwilę dla siebie, to nie narzekam. Bo zostaje jeszcze trochę czasu, żeby się wytańczyć, wyszumieć, wygadać, wyśmiać i inne derywaty z prefiksem wy-.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobrze mi, błogo.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4413481753730222488-7649868476887621759?l=sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com/feeds/7649868476887621759/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com/2010/05/10-miedzy-nami-polonistami.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4413481753730222488/posts/default/7649868476887621759'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4413481753730222488/posts/default/7649868476887621759'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com/2010/05/10-miedzy-nami-polonistami.html' title='10. Między nami polonistami'/><author><name>aś</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11654175783576708144</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4413481753730222488.post-7112686573356231436</id><published>2010-05-02T13:04:00.001+02:00</published><updated>2010-05-02T13:06:36.398+02:00</updated><title type='text'>9. W dniu dzisiejszym</title><content type='html'>(a właściwie wczorajszym, bo znów nie nadążam za wydarzeniami) zabił mnie mail od mojego ulubionego prowadzącego moje ulubione zajęcia na wydziale. Mail głosił, że muszę poprawić pracę roczną (pierwszą z trzech), ponieważ zawęziłam temat. Nie muszę dodawać, że wcześniej nie tylko zachęcał do zawężenia tematu, ale wręcz polecał, żeby to zrobić. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moje ulubione zajęcia stały się jeszcze bardziej ulubione, a prowadzącego pokochałam dozgonną miłością. Tak samo jak Janicjusza, bohatera mojej pracy rocznej (przypominam, pierwszej z trzech, drugą powinnam napisać na przyszły tydzień), któremu poświęciłam, bagatela, dziesięć długich dni w bibliotece. "Dozgonną miłością" znaczy w tym przypadku - że prawdopodobnie nigdy się od nich nie uwolnię. Jest pięknie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(Poza tym naprawdę jest pięknie, ale Janicjusz właśnie umiera na puchlinę wodną, więc nie wypada o tym wspominać).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4413481753730222488-7112686573356231436?l=sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com/feeds/7112686573356231436/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com/2010/05/9-w-dniu-dzisiejszym.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4413481753730222488/posts/default/7112686573356231436'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4413481753730222488/posts/default/7112686573356231436'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com/2010/05/9-w-dniu-dzisiejszym.html' title='9. W dniu dzisiejszym'/><author><name>aś</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11654175783576708144</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4413481753730222488.post-8627817435014403602</id><published>2010-04-30T20:57:00.002+02:00</published><updated>2010-04-30T21:02:19.768+02:00</updated><title type='text'>8. Z cyklu "w dniu dzisiejszym zabiło mnie..."</title><content type='html'>to:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;typu: Kurwa ; / dostałem sms-a, z wyrokiem śmierci ... ; /&lt;br /&gt;typu: napisali mi że mam już sobie wybrać gdzie chcę żeby mnie zakopali ... ; /&lt;br /&gt;typu: co mam teraz zrobić... ; /&lt;br /&gt;miki_master: odpisz że chcesz na wawelu&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;/bash.org.pl&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;to:&lt;br /&gt;&lt;object width="400" height="385"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/FnECifsl43w&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/FnECifsl43w&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="400" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;oraz - zupełnie z innej beczki - to:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;noc letnia czeka cierpliwie&lt;br /&gt;czy księżyc spłynie zabrzęknie&lt;br /&gt;czy zejdzie ulicą grodzką w dół&lt;br /&gt;on się srebrliwie rozpływa&lt;br /&gt;w rosie przedświtu w aromacie ziół&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;jest pięknie&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;/Czechowicz, "prowincja noc"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Znikam pisać pracę roczną (drugą z trzech; chcę to już mieć za sobą).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4413481753730222488-8627817435014403602?l=sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com/feeds/8627817435014403602/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com/2010/04/8-z-cyklu-w-dniu-dzisiejszym-zabio-mnie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4413481753730222488/posts/default/8627817435014403602'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4413481753730222488/posts/default/8627817435014403602'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com/2010/04/8-z-cyklu-w-dniu-dzisiejszym-zabio-mnie.html' title='8. Z cyklu &quot;w dniu dzisiejszym zabiło mnie...&quot;'/><author><name>aś</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11654175783576708144</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4413481753730222488.post-7210980380193956340</id><published>2010-04-27T20:43:00.005+02:00</published><updated>2010-04-27T21:48:36.119+02:00</updated><title type='text'>7. Skończyłam</title><content type='html'>pisać pracę roczną (pierwszą z trzech). Praca jest niczym sen wariata śniony nieprzytomnie, z przypisami na chybił trafił, z definicją tytułowego pojęcia na samym końcu, przy wnioskach, i ogólnie jest jedną z najbardziej chujowych rzeczy, jakie kiedykolwiek napisałam. Ale jest. Tylko wydrukować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A wczoraj na poetyce...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(U)krainka tydzień temu zapowiedziała kolokwium, zaznaczyła przy tym, żeby teksty, które zadała wcześniej ("a teraz wszyscy czytamy...") przygotować na kolejne zajęcia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystko zaczęło się zgodnie z planem. Nie przygotowaliśmy żadnych tekstów (czyli w sumie zrobiliśmy to, co zawsze), napisaliśmy kolokwium (szczegóły pominę wymownym milczeniem) i już zbieraliśmy swoje rzeczy, kiedy - wtem! - U. oświadczyła, że "a wy dokąd, dziewczynki?".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Później spytała (D)agmarę, który z tekstów, które przeczytała na dziś, podobał jej się najbardziej. D. zrobiła wielkie oczy i nieco się zmieszała, ale oświadczyła dzielnie (i zgodnie z prawdą), że tydzień temu usłyszała, że teksty są na zajęcia po majowym weekendzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym miejscu U. uśmiecha się z politowaniem. (Mnie zalewa krew, ale ja się denerwuję z byle powodu). Mija pełna napięcia chwila. W końcu U., ponapawawszy się swoim tryumfem nad nic nierozumiejącą młodzieżą, unosi palec do góry i rzecze: "Jakbyś słuchała, tobyś wiedziała! Kto jeszcze usłyszał to, co D.?" - pytanie jest oczywiście retoryczne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podnosi się las rąk.&lt;br /&gt;Kurtyna opada z hukiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystko to - na najlepszym, najpoważniejszym uniwersytecie w kraju.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Polon pozdrawia i życzy miłego dnia!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4413481753730222488-7210980380193956340?l=sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com/feeds/7210980380193956340/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com/2010/04/7-skonczyam.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4413481753730222488/posts/default/7210980380193956340'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4413481753730222488/posts/default/7210980380193956340'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com/2010/04/7-skonczyam.html' title='7. Skończyłam'/><author><name>aś</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11654175783576708144</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4413481753730222488.post-1652632032135683867</id><published>2010-04-25T19:33:00.002+02:00</published><updated>2010-04-25T21:21:12.312+02:00</updated><title type='text'>6. Wszystko</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://mainhg.demotywatory.pl/uploads/201004/1271591291_by_oooooo00_500.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="288" src="http://mainhg.demotywatory.pl/uploads/201004/1271591291_by_oooooo00_500.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;Wszystko tak będzie, jak ma być.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;(ks. Twardowski, żeby nie było, że sama to wymyśliłam)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobrze jest, dobrze, choć pracowicie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4413481753730222488-1652632032135683867?l=sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com/feeds/1652632032135683867/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com/2010/04/5-wszystko.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4413481753730222488/posts/default/1652632032135683867'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4413481753730222488/posts/default/1652632032135683867'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com/2010/04/5-wszystko.html' title='6. Wszystko'/><author><name>aś</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11654175783576708144</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4413481753730222488.post-1362355095680098599</id><published>2010-04-20T11:58:00.000+02:00</published><updated>2010-04-20T11:58:51.103+02:00</updated><title type='text'>5. Wpis za wczoraj</title><content type='html'>Pierwsza burza i pierwsze obcasy tej wiosny.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4413481753730222488-1362355095680098599?l=sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com/feeds/1362355095680098599/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com/2010/04/5-wpis-za-wczoraj.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4413481753730222488/posts/default/1362355095680098599'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4413481753730222488/posts/default/1362355095680098599'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com/2010/04/5-wpis-za-wczoraj.html' title='5. Wpis za wczoraj'/><author><name>aś</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11654175783576708144</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4413481753730222488.post-8612242338033699995</id><published>2010-04-16T21:59:00.000+02:00</published><updated>2010-04-16T21:59:32.395+02:00</updated><title type='text'>4. Wzorowa studentka o pracy rocznej (pierwszej z trzech)</title><content type='html'>Nie pamiętam, kiedy ostatnio coś mądrego pisałam. To były bardzo zamierzchłe czasy. A dziś znowu muszę. Od rana siedzę, przerzucam notatki i gryzę palce z nerwów, bo słowa układają się zupełnie nie w te myśli, które miałam w głowie; w dodatku cały czas mam wątpliwości z gatunku czy ten czasownik ma dobry rząd, czy ten synonim na pewno będzie odpowiedni w tym kontekście albo czy nie wykraczam za bardzo poza ramy stylu (pseudo)naukowego. Tak jest przez cały dzień, wreszcie jednak zbieram się w garść, układam wszystko w logiczną całość i nagle powstaje cała strona, która właściwie (oprócz dorobienia przypisów) prawie nie wymaga poprawek. Jeszcze tylko sześć takich. Liczę na ciebie, moja dawna pisarska biegłości.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4413481753730222488-8612242338033699995?l=sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com/feeds/8612242338033699995/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com/2010/04/4-wzorowa-studentka-o-pracy-rocznej.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4413481753730222488/posts/default/8612242338033699995'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4413481753730222488/posts/default/8612242338033699995'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com/2010/04/4-wzorowa-studentka-o-pracy-rocznej.html' title='4. Wzorowa studentka o pracy rocznej (pierwszej z trzech)'/><author><name>aś</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11654175783576708144</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4413481753730222488.post-3004545048666565898</id><published>2010-04-15T23:26:00.001+02:00</published><updated>2010-04-15T23:36:25.435+02:00</updated><title type='text'>3. Z ostatniej chwili</title><content type='html'>w kolejce do trumny z Pałacu Prezydenckiego ("Trumna z Pałacu Prezydenckiego" - dobry tytuł dla kryminału) stoi się w tej chwili 12 godzin - donosi moja mama, pilny widz telewizyjnych programów informacyjnych. W ciągu 12 godzin można by napisać pracę roczną (skoro właśnie przed chwilą w ciągu pół godziny napisałam pół strony). Gdyby tak każdy warszawiak napisał esej, stojąc w tej kolejce, jakżeby to się przyczyniło do rozwoju polskiej nauki! No ale nic. &lt;br /&gt;Tymczasem w związku z uroczystościami pogrzebowymi zamykają mi na weekend BUW. Oraz Narodową. Oraz wydziałową. Wiecie, ja czuję się trochę nieswojo, kiedy biblioteka jest nieczynna. Pomijając już fakt, że mojej pracy rocznej brakuje jeszcze przynajmniej sześciu i pół strony (powinna mieć siedem).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A na wspomnianym niżej kolokwium napisałam między innymi, że niejaki Tobiasz (bohater poematu Stanisława Herakliusza L.) lubił grzebać zwłoki. Co gorsza, to była prawda. Chociaż mogłam to jakoś zgrabniej ująć.&lt;br /&gt;Takich to właśnie rzeczy uczą moje kochane studia.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4413481753730222488-3004545048666565898?l=sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com/feeds/3004545048666565898/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com/2010/04/3-z-ostatniej-chwili.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4413481753730222488/posts/default/3004545048666565898'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4413481753730222488/posts/default/3004545048666565898'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com/2010/04/3-z-ostatniej-chwili.html' title='3. Z ostatniej chwili'/><author><name>aś</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11654175783576708144</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4413481753730222488.post-4854465855000185311</id><published>2010-04-13T23:25:00.000+02:00</published><updated>2010-04-13T23:25:33.090+02:00</updated><title type='text'>2. Z pamiętniczka wzorowej studentki</title><content type='html'>Wzorowa studentka spędziła dziś 5, 5 (słownie: pięć i pół) godziny siedząc na dupie w BUW-ie oraz kolejne 3 w nieco wygodniejszej pozycji półleżącej w domu. Dzień wczorajszy był tylko niewiele mniej intensywny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wzorowa studentka zna każdy szczegół dwudziestu pięciu lektur (i to, że jednej trzeciej z nich nie czytała, nie ma w tym momencie dużego znaczenia), czuje, że barokowi poeci wysysają z niej młodość i resztki szarych komórek i przysięga, że jeśli nie zaliczy tego kolokwium, to poleje się krew. (Jeśli wzorowa studentka będzie miała na to siły.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bez odbioru.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4413481753730222488-4854465855000185311?l=sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com/feeds/4854465855000185311/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com/2010/04/2-z-pamietniczka-wzorowej-studentki.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4413481753730222488/posts/default/4854465855000185311'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4413481753730222488/posts/default/4854465855000185311'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com/2010/04/2-z-pamietniczka-wzorowej-studentki.html' title='2. Z pamiętniczka wzorowej studentki'/><author><name>aś</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11654175783576708144</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4413481753730222488.post-3171546564138333843</id><published>2010-04-11T00:13:00.003+02:00</published><updated>2010-05-29T21:32:30.484+02:00</updated><title type='text'>1 (32). od-nowa</title><content type='html'>z mocnym postanowieniem codzienności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Każdego dnia dzieje się tyle rzeczy, nazwijmy to po imieniu, przepięknych. Mrużę oczy i widzę gotowe kadry fotografii, które podbiłyby sale najlepszych galerii świata; obrazy tak wspaniałe, że chcę już zawsze je mieć pod powiekami. *&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale zdjęcia to papier, więc łatwo się drą, płoną, zawieruszają między kserówkami z KJP albo plamią kawą z mlekiem.&lt;br /&gt;Także - zdjęcia to papier, więc są bez smaku, zapachu, myśli, dźwięków i polotu.&lt;br /&gt;Krótko mówiąc: w życiu nie chodzi o łażenie wszędzie z aparatem i pstrykanie fotek niebu, krzaczkom i gzymsom kamienic. To żaden sposób na pamiętanie. Lepiej regularnie łykać tabletki z żeńszeniem albo, no właśnie... albo pisać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co napiszę?&lt;br /&gt;Napiszę, że powinnam w tej chwili uczyć się do dwóch megakolokwiów, na które jestem kompletnie nieprzygotowana oraz (drugą ręką) pisać pracę roczną. I że to bardzo nieodpowiedzialne z mojej strony, ale nie zawsze tak się składa, że się jest odpowiedzialnym. Czasem, dla przeciwwagi, trzeba na trochę przestać. &lt;br /&gt;Należy też - jeżeli nie chce się dołączyć do licznego grona polonistów-wariatów - oprócz odrabiania barokowej pańszczyzny poczytać Balzaka albo coś z &lt;a href="http://biblionetka.pl/book.aspx?id=36307"&gt;literatury&lt;/a&gt; &lt;a href="http://biblionetka.pl/book.aspx?id=3439"&gt;współczesnej&lt;/a&gt; (obie pochłonęłam w ciągu minionego tygodnia i bardzo gorąco polecam).&lt;br /&gt;Napiszę też, że kupiłam czerwoną bluzkę z dekoltem. I naszyjnik z landrynkowych kulek. Obcięłam włosy, ale nadal się nie układają. Możliwe, że będę pracować w McDonaldzie. Chwilowo nie znoszę BUW-u, bo chodzę tam codziennie. Przez bardzo krótki moment rozważałam dziś zlecenie komuś napisanie tej idiotycznej pracy. Wszystko pachnie deszczem. O takich sekwencjach zdarzeń napiszę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Byłam dziś w centrum wszechświata, czyli pod pałacem prezydenckim, zupełnie przypadkiem, po prostu zamiast skręcić w prawo obok Kopernika poszłam za tym tłumem ludzi z kwiatami i zniczami. W pobliżu pałacu tłum formował się w kolejkę do bramy. Stanęłam z boku, ale i tak mnie potrącali, myśleli już pewnie tylko o tej bramie i swoich kwiatkach, które miały za chwilę dołączyć do setek swoich żałobnych kolegów, stając się symbolami uczuć narodowych i ucieleśnieniem spełnionego patriotycznego obowiązku. Pomyślałam sobie, że nie wiem, co musiałoby się stać, żebym przyszła w takie miejsce z premedytacją, a nie zupełnie przypadkiem i w dodatku wydała pieniądze na symbol, który zwiędnie i zgnije za parę dni. Zawróciłam i poszłam w dół, w stronę mojej ulubionej-znienawidzonej biblioteki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* była to najprawdopodobniej największa afirmacja świata, jaką kiedykolwiek wyraziłam, jestem sobą bardzo zdziwiona&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4413481753730222488-3171546564138333843?l=sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com/feeds/3171546564138333843/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com/2010/04/1-32-od-nowa.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4413481753730222488/posts/default/3171546564138333843'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4413481753730222488/posts/default/3171546564138333843'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://sniadanie-u-tiffanyego.blogspot.com/2010/04/1-32-od-nowa.html' title='1 (32). od-nowa'/><author><name>aś</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11654175783576708144</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry></feed>
