(a właściwie wczorajszym, bo znów nie nadążam za wydarzeniami) zabił mnie mail od mojego ulubionego prowadzącego moje ulubione zajęcia na wydziale. Mail głosił, że muszę poprawić pracę roczną (pierwszą z trzech), ponieważ zawęziłam temat. Nie muszę dodawać, że wcześniej nie tylko zachęcał do zawężenia tematu, ale wręcz polecał, żeby to zrobić.
Moje ulubione zajęcia stały się jeszcze bardziej ulubione, a prowadzącego pokochałam dozgonną miłością. Tak samo jak Janicjusza, bohatera mojej pracy rocznej (przypominam, pierwszej z trzech, drugą powinnam napisać na przyszły tydzień), któremu poświęciłam, bagatela, dziesięć długich dni w bibliotece. "Dozgonną miłością" znaczy w tym przypadku - że prawdopodobnie nigdy się od nich nie uwolnię. Jest pięknie!
(Poza tym naprawdę jest pięknie, ale Janicjusz właśnie umiera na puchlinę wodną, więc nie wypada o tym wspominać).
0 komentarze:
Prześlij komentarz