2 maja 2010

9. W dniu dzisiejszym

(a właściwie wczorajszym, bo znów nie nadążam za wydarzeniami) zabił mnie mail od mojego ulubionego prowadzącego moje ulubione zajęcia na wydziale. Mail głosił, że muszę poprawić pracę roczną (pierwszą z trzech), ponieważ zawęziłam temat. Nie muszę dodawać, że wcześniej nie tylko zachęcał do zawężenia tematu, ale wręcz polecał, żeby to zrobić.

Moje ulubione zajęcia stały się jeszcze bardziej ulubione, a prowadzącego pokochałam dozgonną miłością. Tak samo jak Janicjusza, bohatera mojej pracy rocznej (przypominam, pierwszej z trzech, drugą powinnam napisać na przyszły tydzień), któremu poświęciłam, bagatela, dziesięć długich dni w bibliotece. "Dozgonną miłością" znaczy w tym przypadku - że prawdopodobnie nigdy się od nich nie uwolnię. Jest pięknie!


(Poza tym naprawdę jest pięknie, ale Janicjusz właśnie umiera na puchlinę wodną, więc nie wypada o tym wspominać).

0 komentarze:

Prześlij komentarz